O pasji do motocykli, początkach przygody z projektowaniem i genie wynalazczości rozmawiamy z Marcinem Grzeszczukiem, twórcą DriftRunnera.

 

Natalia: Panie Marcinie, jak zaczęła się Pana przygoda z projektowaniem?

Marcin Grzeszczuk: Moja przygoda z projektowaniem zaczęła się od motocykli, a w zasadzie odkąd jako nastolatek zacząłem marzyć o posiadaniu własnego. Wówczas udało mi się zdobyć jeden ze starszych modeli i przebudować go od podstaw na podobieństwo tych nowoczesnych. W miarę upływu czasu docenili to moi znajomi, dla których zacząłem projektować i budować motocykle wedle własnego pomysłu. Pasja młodości przerodziła się później w biznes – założyłem firmę zajmującą się rekonstrukcją i odbudową pojazdów, dzięki czemu mogłem nieustannie rozwijać swoje umiejętności i realizować kolejne pomysły. W wyglądzie DriftRunnera widać wpływy zaczerpnięte z branży motocyklowej.

 

Dzięki tej pasji powstał pojazd jedyny w swoim rodzaju. Czy może Pan w kliku słowach opowiedzieć czym jest Drift Runner?

Trudno go sprowadzić do jednej kategorii pojazdu. Jest połączeniem trenażera z  urządzeniem do wytwarzania energii elektrycznej. Ponadto można na nim również  wykonywać ewolucje, więc mamy kilka funkcji w jednym urządzeniu. Driftrunner oprócz tego, że służy do przemieszczania się, zmusza do wysiłku fizycznego i jednocześnie produkuje prąd, ponieważ jest wspierany zasilaniem elektrycznym dzięki czemu może służyć jako pojazd wyłącznie elektryczny, co z pewnością przypadnie do gustu osobom, które nie lubią zbyt dużego wysiłku fizycznego. Istnieje też wersja DriftRunnera bez silnika elektrycznego, która skierowana jest do osób chcących utrzymywać swoje ciało w dobrej kondycji fizycznej.

 

Skąd wziął się pomysł na ten pojazd?

Pewnego dnia stwierdziłem, że chciałbym stworzyć coś, czego jeszcze na rynku nie ma. Wśród różnych pomysłów pojawiła się idea wyprodukowania pojazdu, na którym w trakcie jazdy będą zaangażowane praktycznie wszystkie partie mięśniowe ciała. Skutkiem tego jest projekt pojazdu napędzanego za pomocą ruchów eliptycznych.

 

Jak wyglądał proces od pomysłu do wykonania?

Zaczęło się od szkiców i określenia funkcjonalności, następne było kompletowanie części oraz elementów, które miały posłużyć do zbudowania konstrukcji, po czym przyszedł czas na spawanie, szlifowanie, wiercenie i dopasowywanie elementów. W efekcie powstał prototyp ze sporą ilością części motocyklowych i udało się dojść do fazy testów, niestety próby wytrzymałościowe i obciążeniowe pokazały, że wiele elementów trzeba zastąpić innymi. Po kilku tygodniach pracy polegającej na nanoszeniu poprawek i wymianie części, powstał pierwszy prototyp funkcjonalny.

 

Czym Drift Runner różni się od innych trenażerów?

Przede wszystkim tym, że można nim jeździć. DriftRunner podsiada funkcję treningu stacjonarnego, ale w jego czasie możemy produkować energię, którą wykorzystamy np. podczas jazdy na zewnątrz czy do naładowania urządzeń zewnętrznych posiadających gniazdo USB/12V. Ponadto DriftRunner ma budowę segmentową, co ułatwia możliwość transportowania, np. w bagażniku auta. Kilkoma ruchami możemy go złożyć do postaci kompaktowej.

 

Co było największym wyzwaniem podczas projektowania tego pojazdu?

Zdecydowanie to, jak przenieść improwizacje biegu przy jednoczesnym utrzymaniu zwrotności i mobilności pojazdu, a także kierowania pojazdem. Wyzwaniem było zaprojektowanie konstrukcji w taki sposób, aby ujarzmić siły, jakie generuje ludzkie ciało podczas biegu i by móc wykorzystać to na korzyść napędu pojazdu. Poza tym, przy projektowaniu DriftRunnera niemałym problemem okazało się stworzenie segmentowej ramy oraz silnika elektrycznego, specjalnie na potrzeby tego projektu.

 

Wiem, że ludzie z całego świata wysyłają do Pana wiadomości z pytaniem, czy DriftRunner istnieje i gdzie można go kupić. Jak planuje Pan rozwijać ten produkt?

Obecnie trwają jeszcze testy nad dwoma powstałymi modelami. Następnym krokiem będzie poszukanie inwestora, ponieważ do uruchomienia sprzedaży i dystrybucji niezbędne będzie wsparcie lub fundusze zewnętrzne, bez których nie uda się zbudować ogólnoświatowej sieci dystrybucyjnej. W niedalekich planach jest zbudowanie niewielkiej linii produkcyjnej dla pierwszych DriftRunnerów. To, co na ten moment na pewno świetnie działa to marketing. Staram się promować pojazd i zainteresować nim ludzi, pokazuję DriftRunnery na targach tematycznych i eventach, prowadzę też stronę internetową oraz fanpage na Facebooku.

 

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu DriftRunnerów na drogach! ?